Jan Mela – „Działam jak gąbka”

Jan Mela – „Działam jak gąbka”

Potrzebujecie coachingu? Dużej dawki motywacji? Zapraszamy Was do lektury wywiadu z Jaśkiem Melą - który jak nikt pokazuje, że ograniczenia mamy w głowie.

0

Jan Mela. Spotkania z nim traktować można jak „motywacyjne kopnięcie”. Pokazuje, że niepełnosprawność nie powinna zamykać nas w domu. Że „inność” może być motorem napędzającym do realizowania własnych pasji. Trzeba tylko chcieć.

Jesteś „motywatorem”. Przykładem, że „impossible is nothing”. Skąd bierzesz siłę do działania?

Siłę do działania biorę z ludzi. Ja działam trochę jak taka gąbka, która chłonie to co ma wokół siebie. Mam ogromne szczęście do ludzi i spotykam bardzo wielu takich, którzy mają ogromną siłę. Czasem taką siłę fizyczną, ale przede wszystkim siłę psychiczną. Są takimi twardzielami umysłu. Pokonując różne trudności, przeciwności losu, są dla mnie inspiracją . Zawsze kiedy w moim życiu dzieje się coś trudnego i przechodzi mi przez myśl, że nie dam sobie rady – to myślę sobie o tych osobach. Myślę sobie – jeśli oni mają czasami trudniej niż ja a się nie poddają – to ja też nie mogę się poddać. I to mi właśnie najbardziej pomaga – to dobre, motywujące otoczenie.

Z niepełnosprawnymi jest chyba często tak, że oni się sami często zamykają w domu. Nie chcą wychodzić bo czują się gorsi, inni, mniej wartościowi. Jak ich namówić do tego, żeby się przełamali, żeby przezwyciężyli w sobie tę barierę.

Myślę, że faktycznie jest tak, że problem niepełnosprawności jest taki dwustronny. Trochę jest tak, że czasami mają na to wpływ przeszkody architektoniczne, czy nie u każdego człowieka dobre nastawienie czy czasami strach – jak zagadać, jak się odnieść, o czym mówić o czym nie mówić. To sprawia, że zatraca się taka naturalność. Czasami jest jednak tak, że to osoby niepełnosprawne „strzelają sobie w kolano”. Dla mnie osobiście spotkanie osoby w podobnej sytuacji – ludzi niepełnosprawnych, po amputacjach – którzy żyją aktywnie, którzy się siebie nie wstydzą było chyba takim największym przełamaniem.
Pierwsze pójście na basen było dla mnie takie straszne trudne. Było takim obnażeniem się, pokazaniem swoich słabości. Ale dzisiaj już wiem, że każdy ma jakieś słabości, każdy ma jakieś ograniczenia, każdy jest w jakiś sposób niepełnosprawny. Nawet jeżeli tego po nim nie widać. To mi też pokazuje, że jeśli ja lubię siebie, ja akceptuję siebie – to z automatu inni ludzie też zaczynają mnie traktować normalnie.
Warto zobaczyć ludzi w podobnych sytuacjach, którzy motywują. I żyć aktywnie, nie zamykać się w żadnych enklawach, tym bardziej nie zamykać się w swoim domu. Żyć aktywnie bo przecież mamy jedno życie.

Niepełnosprawni sportowcy jak nikt inny (szczególnie w naszym kraju) pokazują, że potrafią walczyć i zwyciężać w pięknym stylu. Na pewno mają w sobie więcej siły i zacięcia. Zanim jednak zdobędą medal, muszą pokonać siebie – i tu trochę wracamy do poprzedniego tematu. Jaki Twoim zdaniem powinien być ten pierwszy krok, który pewnie będzie okupiony nerwami, ciężką pracą i bólem.

Warto poszukać w swoim otoczeniu takich grup zrzeszających niepełnosprawnych. Jest bardzo dużo stowarzyszeń, fundacji, grup sportowych, które zrzeszają osoby niepełnosprawne. Jest Stowarzyszenie „Start”, jest „Amp Futbol” – osoby po amputacjach, które bez protez grają w piłkę nożną. Takie wspólne działanie pokazuje bardzo, że i JA mogę. Później się okazuje, że „nie jestem aż tak inny”, nie jestem gorszy czy słabszy. Myślę, że to jest dobra motywacja. Poszukać wokół siebie, pooglądać filmiki na „youtube”, zobaczyć jakie są możliwości życia z niepełnosprawnością. Życia pełnego i aktywnego, bo tych opcji wokół jest bardzo dużo.
Samemu jest ciężko, samemu łatwo jest się załamać i zamknąć w domu. Ale kiedy ma się takie otoczenie i takie towarzystwo, to można razem robić bardzo fajne rzeczy.

A co jest w tym wszystkim najważniejsze? Opowiadałeś o maratonie, był triathlon. Jak długo Ty musiałeś z sobą walczyć, żeby realizować to co dziś robisz?

Najtrudniej było mi na samym początku przekroczyć barierę słów: „nie da się”, „to nie dla mnie” – zwłaszcza jako dla osoby niepełnosprawnej. Ale kiedy zobaczyłem sportowców niepełnosprawnych, którzy osiągają niejednokrotnie lepsze wyniki niż niejedna zdrowa osoba, to mi też dało dużo do myślenia. To jest super, że co olimpiadę jest tak, że Ci paraolimpijczycy przywożą „skrzynie” medali więc to pokazuje, że mamy bardzo mocną ekipę w przeróżnych dyscyplinach. To dla mnie jest bardzo motywujące. A sport? Ja uważam, że sport kształtuje psychikę przede wszystkim. Wszyscy sportowcy których znam, mają takie umiejętności które są przydatne w życiu, nie tylko na zawodach, nie tylko na treningach. Mają taki zapał żeby się nie poddawać. Coś mi nie wyszło? Dobra, spróbuję raz jeszcze. Sport wymaga bardzo wielu wyrzeczeń, ale kształtuje siłę psychiczną, która jest szalenie ważna. Myślę, że wielu ludzi zdrowych wymięka, daje się przygnieść swoim problemom czy wewnętrznym obawom. Sport uczy tego, że prawie każdy człowiek, z jakimiś swoimi ograniczeniami może próbować swoich sił w sporcie. Wszystko siedzi trochę w ciele, a trochę w głowie.

Pokazujesz, że nie ma granic. Pomysł na kolejną wyprawę już jest?

Teraz trochę mniej się skupiam na swoich prywatnych wyprawach, nie mam na to czasu – trochę też się uczę bycia obecnym w jednym miejscu. Podróżowanie jest piękne, ale zdarza się, że niektórzy traktują je jako ucieczkę od różnych rzeczy. Myślę, że ja też przez kilka lat uciekałem od siebie samego.
Dużo więcej satysfakcji daje mi teraz organizacja wypraw integracyjnych z udziałem różnych osób niepełnosprawnych. Kiedy udaje się kogoś wyciągnąć z domu, pokazać że można pojechać z fundacją, ale też samemu kupić lub pożyczyć namiot, jechać w góry lub inne miejsca – to jest świetna rzecz. W fundacji „Poza Horyzonty”, którą prowadzę od 9 lat mamy daleką tradycję organizacji wypraw. Zarówno takich większych jak na Elbrus czy na El Capitan w Stanach Zjednoczonych, jak i takich kilkudniowych wypraw mających charakter survivalowy.

Loading Facebook Comments ...

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ