Czy można nas włożyć do szufladki hip-hop? Pewnie tak, o ile znajduje...

Czy można nas włożyć do szufladki hip-hop? Pewnie tak, o ile znajduje się ona w szafie z napisem „ambitna” i garderobie z napisem „muzyka”.

0

The Pryzmats to kolektyw, który swoją muzyką pragnie przenosić więcej niż góry – z których pochodzą jego założyciele, których to różne charaktery oraz preferencje muzyczne wspólnie sięgają głęboko po inspiracje ale zachowują przy tym klasyczne podejście do hip-hop’u, tradycji tej kultury i jej elementów (..)” – tak piszą o sobie na portalu Soundcloud. O szufladki, słuchaczy, ambicję i przeszłość pytamy zespól The Pryzmats.

Nawiązując do skitu na Waszej płycie – można Was „włożyć” do szufladki hip – hop?

Wtedy, podczas konkursu Pan Piotr Metz wziął nas trochę swoim skrótem myślowym z zaskoczenia, a my mentalni trueschoolowcy broniliśmy tezy, że przecież robimy czysty hip-hop. Dziś już bogatsi o pewne doświadczenia, śmielsi i też mniej skromni, przytaknęlibyśmy, że to nas może odrobinę obrażać. Będąc przy tych podziałach nadarza się dobra okazja żeby rozwinąć interpretację tytułu naszego minialbumu. Ponieważ jest on parafrazą z utworu „Cudzoziemka w raju kobiet” zespołu Hey. Gdzie Kasia Nosowska wymienia w tekście wiele porównań typu „za gruba dla chudych, a dla grubych za chuda (…) zbyt szczecińska dla Warszawy a dla Szczecina zbyt warszawska” itd. Tekstowe wyliczanie pointuje wymownym „spróbuj się domyślić gdzie to mam?”
I my właśnie też czujemy się m.in. zbyt hip-hopowi dla jazzu  (i na odwrót), zbyt underground’owi dla mainstream’u (i na odwrót), zbyt żywieccy dla Warszawy (i na odwrót) itp itd. A czy można nas włożyć do szufladki hip-hop? Pewnie tak, o ile znajduje się ona w szafie z napisem „ambitna” i garderobie z napisem „muzyka”.

Dla kogo są Wasze płyty? Dla jakich słuchaczy?

Nie wiemy czy to popularne podejście wśród wykonawców, ale nasze płyty powstają przede wszystkim dla nas samych. Egoizm wywodzi się z tego, że traktujemy materiał w pudełku bądź w formie cyfrowej jako zwieńczenie jakiegoś etapu działań tudzież pamiątkę. Finalizacja zaangażowania i czasu poświęconego swojemu hobby. Krążkiem tak na prawdę słuchacze dostają od nas tzw. rykoszetem. Nasza twórczość ze względu na jej specyfikę trafia raczej w niszę. Środki wyrazu jakimi się posługujemy, forma oraz treść utworów są obecnie (przeważnie?) na bakier z panującymi trendami, stąd próżno szukać poklasku wśród młodocianych słuchaczy polskiego rapu. Przyzwyczailiśmy się, że prędzej do zgłębienia naszego ‚katalogu muzycznego’ zachęcimy ortodoksyjnego rock’n’rollowca.

„Ambicja nie pozwala mi leżeć, lenistwo nie pozwala mi wstać […]” – to odpowiedź, na pytanie dlaczego tak długo kazaliście czekać na nowe wydawnictwo.

Gdyby zebrać w całość szkice aranży, strzępki tekstów i niewykorzystane kompozycje, wyszło by materiału na 3 płyty rocznie począwszy od 2012 roku, lecz do ich realizacji potrzebny jest czas, zdrowie oraz pieniądze. Niestety niedobór każdego z powyższych sprawia, że jesteśmy projektem nie regularnie działającym. Ze względu na obowiązki i dzielące nas odległości rzadko mamy okazję się spotkać i porozmawiać, a co dopiero nagrywać wspólnie płyty. Projekt The Pryzmats z założenia jest projektem hobbystycznym, niedochodowym a praktycznie w połowie współtworzony jest przez zawodowych muzyków, którzy w ten sposób zarabiają na życie. Co za tym idzie, gdy już każdy z nas ‚odfajkuje’ na swoich listach priorytety i upora się z przeciwnościami losu, wtedy możemy działać na wspólne konto. Dlatego skazujemy siebie i wszystkich na „tak długo”.

the pryzmats 2

 

Jako muzycy, którzy są słuchani (czego przykładem są komentarze na youtube, fani na fb czy nasza rozmowa) czujecie się w jakimś stopniu odpowiedzialni za słuchacza?

Kontynuując ton wypowiedzi… staramy się być odpowiedzialni za siebie, przez co czujemy się odpowiedzialni za słuchaczy. Wyrażamy to zarówno muzyką jak i słowem. Czasami trzeba nawet spojrzeć z góry na odbiorcę, biorąc pod uwagę jak uboga jest w dzisiejszych czasach znajomość historii danego gatunku, jak płytka może być wrażliwość muzyczna, niewykształcony gust etc. Generalizując, słuchacze rapu są bardzo mało wymagający, mimo, iż w internecie na temat różnych wykonawców bądź utworów wywoływane są nieraz burze komentarzy i opinii, zazwyczaj dotyczą one nieistotnych kwestii. Po popularności i sprzedaży płyt w zeszłym roku (2016) można stwierdzić co i jak wystarczy grać by zachwycić ogół. A my mamy zupełnie nie biznesowe podejście (niestety?). Wolimy grać trudniejszymi taktami i  nie oczywistą metaforą niż zaproponować prostą melodię i chwytliwy refren. Daleko nam też do wywoływania kontrowersji, wzburzania konfliktów lub wykorzystywania np. choroby / przebytej operacji w celu poprawienia koniunktury na swoje wydawnictwa. Mniej więcej tak rozumiemy tę odpowiedzialność.

Gdy przesłuchiwałam Waszą nową epkę jadąc w góry, to moja koleżanka powiedziała – „Ej spoko, w ogóle mnie nie drażni, fajna płyta”. To jest przykład tego, że nam (słuchaczom) trochę brakuje muzyki, która nie jest syntetyczna, sztuczna i nachalna?

Wątpię czy słuchaczom może dziś czegokolwiek brakować w kontekście brzmienia, naturalności, ekspresji czy wymyślonego klimatu w jakim obraca się dany twórca. Wszystko zależy od tego jak szerokie ów słuchacz ma horyzonty? Jak bardzo otwarty jest na różne gatunki i style muzyczne? Jak często szuka nowych rozwiązań w sztuce? W dobie internetu, który jest nieskończoną kopalnią piosenek i informacji o nich, nie wyobrażam sobie sytuacji, w której fan jakiegoś zespołu czy też ogólnie gatunku nie zgłębia o nim wiedzy i nie szuka pochodnych. Jasna sprawa, że właśnie ze względu na globalność zjawiska, istnieje również spore prawdopodobieństwo na przeoczenie ciekawego twórcy „zza miedzy”. Ponieważ codziennie wychodzi niezliczona ilość płyt, teledysków, wzmianek, newsów. Trzeba się po prostu w tym odnaleźć i nauczyć oddzielać te istotne od tych mniej. Czasem te oddolne inicjatywy, od tych skrzętnie zaplanowanych przez sztab marketingowców, a czasem też dać szanse temu co przychodzi mainstream’owymi kanałami. Kto szuka nie błądzi czy jakoś tak.

the pryzmats 1

Czujecie, że nie do końca wykorzystaliście zwycięstwo w ogólnopolskim bądź co bądź konkursie? Że gdybyście byli z większego miasta, mieli mniej do stracenia (?) to wszystko mogłoby dziś wyglądać inaczej? Czy jest zupełnie odwrotnie –  macie „spokojną głowę” że możecie robić coś co ma kształt, taki jaki Wy chcecie, a nie taki jaki wymusza wytwórnia. Możecie bawić się formą, tekstem, muzyką?

Gdybanie wokół tego tematu może doprowadzić do napisania sagi, albo chociaż trylogii książkowej. Na szczęście „w tej grze każdy ma to na co zasługuje…”

Sukces to jest tak wielowymiarowe zjawisko, tak złożone i skomplikowane, że nie ma na nie recepty i gotowego wzoru. Abstrahując, że ‚Empik Make More Music’ był konkursem raczej internetowym, niżeli wielką machiną pokroju telewizyjnego talent show, to historia oraz statystyki pokazują, że większy rozgłos i popularność osiągają nie rzadko persony z dalej zajmowanych miejsc, nie koniecznie zwycięzcy. Przykłady pierwsze z brzegu to choćby Kamil Bednarek (podwójne dno mordo!), Sarsa, Natalia Nykiel czy Rafał Brzozowski. Skąd ta zależność? Nie wiem. W tej samej edycji konkursu co my, brała udział Mela Koteluk, ale najpewniej na etapie oceny jurorów ktoś z wytwórni zgłosił się do niej i uświadomił że nie jest jej to do niczego potrzebne. Ciekawa historia jest również z zespołem ‚Red Lips’ który dotarł do finału, natomiast arogancja wokalistki i słaby wykon nie spotkały się bynajmniej z aprobatą jurorów oraz głosujących, a jak to się skończyło i ‚co nam się zdarzyło’ to już dalej wiemy.

My potraktowaliśmy udział w EMMM jako przygodę i sprawdzenie swoich możliwości, nie bez znaczenia okazał się kompetentny, nie-celebrycki skład jurorski, rzetelnie przygotowany i merytorycznie oceniający. Zdecydowanie uważam za bardziej wartościową opinię pochodzącą od Pana Piotra Metza, niżeli od połowy ludzi z tzw. branży hip-hopowej. No ale z faktami ciężko dyskutować, wiedza + doświadczenie + tysiące przesłuchanych płyt vs. widzimisię blogero-redaktora jedno sezonowego portalu. Jeśli chodzi o pochodzenie i miejsce zamieszkania to chyba nie ma to zbyt wiele do rzeczy. Oczywiście wszelkie ruchy wykonywane bliżej stolicy, czyli bliżej ludzi showbiznesu, bliżej mediów, bliżej wytwórni fonograficznych na pewno pomagają w osiągnięciu zamierzonego celu (bo są właśnie elementami składowymi tej całej układanki) ale nie gwarantują zupełnie nic. Dla przykładu – VNM’owi udało się porzucenie poprzedniego trybu życia i przeprowadzka do Warszawy, ale już Vixenowi tak gładko nie poszło z tego co widać, a przede wszystkim słychać.

Wracając do nas, zgadza się, mieliśmy zbyt dużo do stracenia i nie poszliśmy va banque. Tak jak zostało wspomniane wcześniej, hobbystyczny projekt dla sprawdzenia swoich możliwości wziął udział w konkursie, w konsekwencji wygrał ten konkurs i zdobył kontrakt fonograficzny. Niestety ówczesne obowiązki służbowe poszczególnych członków projektu, zobowiązania wobec innych zespołów a przede wszystkim wobec rodzin, które część z nas w tamtym okresie założyło, nie pozwoliły nam na całkowite rzucenie się w wir wydarzeń i zaufanie sprawie. Gdzieś w głębi duszy chyba czuliśmy też, że połączenie najmniej popularnej odmiany polskiego rapu z największą rodzimą wytwórnią nie wróży nic dobrego. Nasze obawy się potwierdziły, bo o ile nigdy nie zaznaliśmy żadnej mitycznej wręcz ingerencji w twórczość, żadnego narzucania repertuaru (sami wybraliśmy m.in. studio nagraniowe i gości na płycie, czyli nic się nie zmieniło względem rzeczy robionych własnym sumptem), o tyle gorzej było już ze wspólnym mianownikiem odnośnie naszego wizerunku, mam na myśli projekty graficzne materiałów reklamowych, proponowane okładki płyty, sesje zdjęciowe, kanały promocji itp.

Problem stanowiły też wyznaczone na wielu płaszczyznach deadline’y korporacyjne. Ten dysonans cały czas gdzieś nas uwierał. Warto dodać, że przed podpisaniem kontraktu z Sony Music Poland otrzymaliśmy równolegle propozycję od Remika z MyMusic, podczas jednego z festiwali rozmawialiśmy niezobowiązująco ze Step Records, a jeśli ktoś śledzi nasze poczynania od dłuższego czasu, wie także o naszych ówczesnych bliskich relacjach z ekipą Alkopoligamii. Każda z powyższych ewentualności to kolejne powody do gdybań. Za każdą stoją sukcesy i porażki (mam na myśli mocne wydawnictwa i projekty które przeszły bez echa) zatem stawiamy wykrzyknik obok znaku zapytania – jak potoczyła by się nasza historia gdybyśmy mogli wybrać wtedy inną opcję?! Reasumując, dalej bawimy się formą, tekstem i muzyką i dalej nie mamy spokojnej głowy, since 2004.

the pryzmats 3

Wasza nowa ep`ka „Spróbuj się domyślić gdzie to mam” to jedna z najciekawiej wydanych płyt jakie trafiły w moje ręce ostatnimi czasy. Taka forma to będzie takie specyficzne podziękowanie dla słuchacza, który płytę nabył?

Taka forma wydania to kolejny dowód na to, że przede wszystkim jesteśmy sami słuchaczami i kolekcjonerami płyt, wielbicielami zapachu, kształtu i faktury. Że kreatywnymi i pomysłowymi to przez skromność nie wspomnę. Skoro nie zachęcimy potencjalnego odbiorcy zawartością płyty, to może chociaż złapie się na tą sztuczkę z opakowaniem. W końcu nadzieja umiera ostatnia.

A już na poważnie, to szukaliśmy ciekawego rozwiązania dość długo, mieliśmy pewne inspiracje i wybraliśmy specjalizującą się w nietypowych projektach Krakowską drukarnię MediaPixel. Z naszej strony projektem graficznym zajął się niezawodny przyjaciel zespołu Kamil Ryczek  – fajnydesign.pl. I tak, wspólnymi siłami otrzymaliśmy najciekawiej wydaną płytę jaka trafiła ostatnimi czasy w Twoje ręce.

„Wychowały mnie góry a nie brudny Śląsk” – tak się zastanawiam jak patrzę na to co robią moi znajomi z okolic Bielska – czy to fajne podejście do muzyki, sportu, życia to rzeczywiście efekt miejsca w którym się żyje, czy przypadek :)?

„Górale” generalnie są zadziorni, przekorni, czerpią na pewno jakąś energię z miejsca w którym mieszkają. Nie ważne czy góry są wysokie czy niskie, zawsze kształtują charakter i są wymagające.

Ale wydaje mi się, że ludzi z jak to nazwałaś fajnym podejściem można spotkać wszędzie, Kaszuby, Mazury, Śląsk, Mazowsze, Texas, Kambodża, bez różnicy. Pochodzenie może determinować pewne cechy charakteru czy też mentalność, ale chyba nie będą to na tyle wiodące cechy, żeby oddzielać ‚fajnych’ od ‚mniej fajnych’. Tak więc… przypadek 🙂

Rozmawiałam ostatnio z moim kolegą kucharzem, który powiedział „nawet jak ktoś do bani gotuje, to nie moją rolą jest jego krytykowanie”, zaryzykuję jednak  – jak oceniacie to co dzieje się na pl rynku muzycznym? Idziemy do przodu? Czy brakuje nam świeżości?

Kolejny temat rzeka… Scenę mamy barwną, to na pewno. Są rzeczy świeże, są też przewidywalne. Każdemu mogą się zdarzyć niedociągnięcia lub przekombinowania bo nie myli się tylko ten, który nic nie robi. Grunt to wyciągnąć wnioski i poprawić na przyszłość. W ostatnim roku przesłuchałem tak wiele, tak różnych krajowych produkcji, że nie mam co bać się o przyszłość i rozwój sceny. Każdy słuchacz znajdzie na niej coś dla siebie, każdy może odkryć nowe źródło inspiracji i zachwytu. Sam łapię się przykładowo na tym, że po czasie docieram i doceniam materiał, który kilka miesięcy a nawet lat wcześniej przeszedł u mnie i wśród mojego otoczenia bez echa. Potrafię teraz bronić argumentami i polecać go moim znajomym. Z teraźniejszych rzeczy to na pewno wart polecenia ‚amerykański’ Sitek i jego „Wielkie Sny” , Mes i „Ała”, Sarius – „I żyli krótko i szczęśliwie”.

I na koniec, kiedy możemy się spodziewać czegoś dłuższego?

Planów jest sporo, ale jak wiadomo, z planami jestem jak Neron z Rzymem. Dzięki wielkie i zapraszamy do zakupów na www.thepryzmats.info bo to może nas zmotywować i przyśpieszyć wszystko, co nie przebiega zgodnie z planem.

 

Loading Facebook Comments ...

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ