Pradziad, czyli rowerem na sam szczyt

Pradziad, czyli rowerem na sam szczyt

0
Cel niby blisko, a tak daleko (fot. autor)

W Polsce tak wysoko nie wjedziesz. A jeśli już, to raczej nielegalnie i na pewno nie po dobrym asfalcie. W Czechach, gdzie góry są nieco niższe, jest to możliwe. I to całkiem niedaleko od nas. Nic dziwnego, że na słowa: „Pradziad”, „Praděd” (cz.) i „Altvater” (niem.) u fanów dwóch kółek pojawia się gęsia skórka.

Jego wysokość Pradziad

1491 – taka liczba metrów nad poziomem morza potrafi zrobić wrażenie nawet na tych, co w letnie weekendy zwykle wędrują po Beskidach. A tutaj można jeszcze podwyższyć sobie poprzeczkę, a przy okazji przyspieszyć tętno i podnieść poziom adrenaliny. Wszystko za sprawą szerokiej nitki asfaltu, oplatającej najwyższe ze wzniesień czeskich Jeseników. Droga na szczyt przyciąga prawdziwe tłumy rowerzystów, chcących zmierzyć się z niełatwym podjazdem, po to, by później cieszyć się z rozwijanych prędkości.

Coś dla ambitnych

Zacznijmy od opcji ambitnych. Najbardziej wprawieni kolarze mogą atak szczytowy poprzedzić dłuższą rozgrzewką, wyjeżdżając ze Śląska. Z Katowic to 172 kilometry. Odległość do zrobienia, kwestie logistyczne do ogarnięcia. Zwłaszcza, że w okolicach szczytu nie ma problemów ze znalezieniem noclegów. Jest jedno małe ale… W takim układzie trzeba bardzo rozsądnie gospodarować siłami, by starczyło ich na końcowy podjazd.

Ale nie każdy potrafi wykrzesać z siebie tyle energii. Zadanie można sobie ułatwić. Wystarczy skorzystać z oferty kolei i połączeń do Prudnika lub Nysy, a trasa skurczy się o ponad 100 kilometrów.

Ostatnie metry morderczego podjazdu (fot. autor)
Ostatnie metry morderczego podjazdu (fot. autor)

Krócej, ale intensywnie

Może być jeszcze prościej, jeśli zapakujesz rower do samochodu i podjedziesz na parking w miejscowości Karlova Studanka – tutaj zaczyna się słynny podjazd pod Pradziada. To może być najwolniejsze 9 kilometrów w całej twojej kolarskiej karierze. 621 metrów przewyższenia oraz średnie nachylenie wynoszące 6,9% sprawiają, że czasy osiągane przez śmiałków oscylują w granicach godziny. Jest to walka z ukształtowaniem terenu, kapryśną górska pogodą (oj, Pradziad ma swoje humory!) i własnymi słabościami. A gdy mijają cię cyklobusy, pełne zrelaksowanych rowerzystów, którzy poszli na totalną łatwiznę, zadajesz sobie w myśli pytanie: po co?

Różne formy nagrody

Jednak wysiłek zawsze zostaje nagrodzony. Dla niektórych to rowerowy rekord wysokości, albo obiad w restauracji na górze. Inni wyżej stawiają malownicze widoki. Nie ma co ukrywać, że największą atrakcją jest to, co wydarzy się, gdy opuścisz wierzchołek – niesamowity zjazd. Buď ohleduplný – tablice z narysowanym kolarzem nawołują do zachowania rozwagi. Pierwszy odcinek zjazdu przypomina slalom gigant. W roli zawodników: rowerzyści oraz „hulajnogowcy” (na górze są mobilne wypożyczalnie takich pojazdów), w roli chorągiewek, liczni piesi. Tu zdecydowanie należy pohamować swoje zapędy. Luźniej jest za przysiółkiem Ovčárna, a od miejsca gdzie turystyczny szlak opuszcza asfalt, zaczyna się rowerowy raj. Prędkości rozwijane tam przez użytkowników jednośladów, bywają imponujące.

To najpopularniejsza z tutejszych tras, ale nie jedyna. Ciekawą opcją jest zjazd polnymi drogami do przełęczy Červenohorské sedlo i dalej malowniczymi serpentynami wijącymi się w kierunku granicy. Trasa ta jest bardziej widokowa, ale wymaga mocniejszych amortyzatorów w rowerze i odpornych na wstrząsy nadgarstków.

Jedno jest pewne. Niezależnie od tego, jaką drogę wybierzesz,  będzie ciekawie! 🙂

Jeseniki jesienią wyglądają niezwykle atrakcyjnie (fot. Libor Krayzel, Flickr, CC BY-SA 2.0)
Jeseniki jesienią wyglądają niezwykle atrakcyjnie (fot. Libor Krayzel, Flickr, CC BY-SA 2.0)
Loading Facebook Comments ...

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ