MISS GAIJIN – Natalia Grębowicz opowiada o swojej japońskiej przygodzie.

MISS GAIJIN – Natalia Grębowicz opowiada o swojej japońskiej przygodzie.

"W styczniu 2015 roku, w ciągu kilku dni dowiedziała się, ze podążając za sercem, po przeprowadzce na drugi koniec świata zostanie „gaijin”" - tak o początku swojej japońskiej przygody pisze Natalia Gębowicz. Rudzianka, która na swoim blogu pokazuje "kraj kwitnącej wisni" jakiego nie poznamy w przewodnikach.

0
INCITY.TV z rudy śląskiej do japonii
fot.: archiwum prywatne Natalia Grębowicz

„W styczniu 2015 roku, w ciągu kilku dni dowiedziała się, ze podążając za sercem, po przeprowadzce na drugi koniec świata zostanie „gaijin”” – tak o początku swojej japońskiej przygody pisze Natalia Grębowicz. Rudzianka, która na swoim blogu pokazuje „kraj kwitnącej wisni” jakiego nie poznamy w przewodnikach. 

Z Rudy Śląskiej do Japonii – jak to się stało? Najczęściej wyjeżdżamy do Anglii, Stanów Zjednoczonych. Dlaczego właśnie „kraj kwitnącej wiśni”?

INCITY.TV z Rudy Śląskiej do Japonii
fot.: archiwum prywatne Natalia Grębowicz

Gdyby przed wyjazdem zależało to tylko ode mnie to całkiem prawdopodobne, że dalej siedziałabym w tej Rudzie Śląskiej 😉 Wyjazd nie do końca był moim pomysłem. Niecałe dwa lata temu mój chłopak Krzysiek, będący wtedy bramkarzem chorzowskim Ruchu dostał propozycję podpisania kontraktu w Jubilo Iwata- jednym z bardziej utytułowanych japońskich klubów piłkarskich. Pomimo tego, że podpisanie go wiązało się z przeprowadzką na drugi koniec świata to decyzja mogła być tylko jedna. Z takich okazji trzeba korzystać żeby później nie pytać samego siebie za 10 lat „co by było gdyby?”.  Miałam więc do wyboru albo zostać w Polsce i próbować tworzyć związek na odległość 8500 km albo obrócić swoje życie do góry nogami i przenieść się do Japonii jednocześnie mając szansę na przygodę życia. Z perspektywy czasu na pewno nie żałuję.

Piłka nożna i Japonia – to brzmi trochę jak Futbol Amerykański i Polska – jest ale wydawałoby się, że niszowo.
W żadnym wypadku! Oni tutaj żyją piłką nożną. Pomimo tego, że głównym sportem jest baseball, czego też nie można by się spodziewać, to na mecze piłki nożnej chodzi po 30-40 tysięcy kibiców. Co tydzień, a nie przy okazji lepszego meczu czy derbów. W zeszłym roku, gdy Jubilo występowało jeszcze w drugiej lidze, na stadionach było po kilkanaście tysięcy widzów, więc liczby są zdecydowanie wyższe niż w Polsce czy innych krajach europejskich. Dodatkowo w Japonii kibicowanie nie wiąże się jedynie z kupieniem biletu na mecz. Oni wydają mnóstwo pieniędzy na wszelkiego rodzaju gadżety, koszulki. Nawet w tym sezonie latem klub wypuścił nową linię strojów meczowych, w których drużyna rozegrała tylko 3-4 spotkania- rozeszły się jak świeże bułeczki, co dla klubu oznaczało oczywiście dodatkowe pieniążki. Nie bez powodu największe europejskie kluby robią tourne po Azji. Wszyscy kibice na meczach ubrani są w barwy klubowe. Dziesiątkami przychodzą na codzienne treningi drużyn przynosząc podarunki dla zawodników, wspierając, prosząc o autografy i zdjęcia. Naprawdę ich tutaj cenią i dopingują głośno na każdym meczu bez względu na osiągane w danym momencie wyniki.

Przed wyjazdem jak piszesz na swoim blogu zajmowałaś się marketingiem w jednym z klubów sportowych, co robisz w Japonii?

Tak, zanim wyjechaliśmy pracowałam właśnie w Ruchu Chorzów. Zaraz po studiach licencjackich na AWF-ie w Katowicach dostałam szansę zobaczenia jak wygląda praca w piłkarskim klubie ekstraklasowym i korzystałam z niej przez kolejne 2,5 roku. Tu na miejscu ze względu na niezaprzeczalną barierę językową ciężko jednak o jakąkolwiek pracę w moim przypadku. Niestety biegła znajomość języka angielskiego wbrew wcześniejszym zapewnieniom niewiele daje. Wykorzystuję więc maksymalnie czas jaki tu spędzam na poznawanie japońskiej kultury, kuchni, podróże i opisywanie tego później na moim blogu, który początkowo miał być zapychaczem czasu, a okazało się, że spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem, co tylko motywuje do tworzenia kolejnych wpisów. Ostatnich kilka miesięcy poświęciłam również na napisanie i obronę pracy magisterskiej z zarządzania w sporcie na Uniwersytecie Jagiellońskim, co znacznie wypełniało mój czas. Teraz zastanawiam się nad podjęciem studiów podyplomowych na jednej z japońskich uczelni, ale przede wszystkim będę chciała skupić się na nauce tego niezwykle trudnego dla nas języka.

INCITY.TV z Rudy Śląskiej do Japonii
fot.: archiwum prywatne Natalia Grębowicz

Jaka była reakcja Twoich najbliższych, przyjaciół, znajomych na taką zmianę?

Jeśli chodzi o rodzinę i przyjaciół to podobna do mojej- płacz przez pierwsze dwa tygodnie. Nie wyobrażaliśmy sobie trochę tej zmiany. Przeprowadzka na drugi koniec świata pomimo tego, że w XXI wieku świat nam się trochę „skurczył” to jednak spora zmiana. Nie wsiądę w samolot żeby przylecieć chociażby na weekend  i spędzić wspólnie czas. Muszę jednak przyznać, że po upływie kilku miesięcy wszyscy się do tego przyzwyczailiśmy- telefony i Internet powodują, że rozmawiamy w zasadzie non stop z przerwami na sen o różnych porach.

INCITY.TV z Rudy Śląskiej do Japonii
fot.: archiwum prywatne Natalia Grębowicz


Co Cię zaskoczyło na plus, a co na minus w Japonii?
Na plus na pewno uprzejmość ludzi, wszędzie odczuwalna chęć pomocy. Japończycy uchodzą za dość zamknięty i introwertyczny naród, a tu proszę- jak tylko ktoś mnie widział lekko zagubioną w Kioto na stacji to od razu podchodziły co najmniej dwie osoby by zapytać czy mogą mi jakoś pomóc. W większości odbywało się to na migi, ale liczą się chęci! Minusem zdecydowanie jest brak znajomości angielskiego. Mieszkamy w mniejszej miejscowości, gdzie po angielsku mogę porozmawiać z naszymi tłumaczami, zagranicznymi zawodnikami i ich rodzinami oraz pojedynczymi, głównie starszymi osobami, które na emeryturze postanowiły uczyć się języka. Nawet w informacji turystycznej w Iwacie mówią tylko po japońsku…W pierwszych miesiącach dowiedziałam się jak niezastąpioną aplikacją w telefonie jest Google Translator 😉

Japonia to kraj zupełnie inny niż Polska. Inni ludzie (i to dosłownie), inny język, inaczej wyglądające ulice – co zaskoczyło Cie w nim najbardziej?

Początkowo szokiem było dla mnie to, że nie byłam w stanie nigdzie niczego przeczytać. Wyjście do sklepu zajmowało godzinę, a i tak zdarzało się kupić ocet zamiast oleju, słodką fasolę do burrito albo krążyć kilkanaście minut między alejkami w poszukiwaniu mleka, czy jogurtu. Tylko w najważniejszych miejscach turystycznych są opisy i przewodniki w języku angielskim. Sporym utrudnieniem było też to, że przez pierwszy rok nie mogłam jeździć samochodem. Okazało się jednak, że wielu Japończyków wybiera rower jako codzienny środek transportu. Zwłaszcza w Tokio. Jednak największym szokiem, tym bardzo pozytywnym była chyba średnia wieku na siłowni. Myślę, że nie przesadzę mówiąc, że ponad 90% osób to ludzie powyżej 65 roku życia. Japończycy niezwykle dbają o swoje zdrowie i kondycję fizyczną, to co jedzą i jak o siebie dbają. Efekty możemy zauważyć patrząc chociażby na długość ich życia.

INCITY.TV z Rudy Śląskiej do Japonii
fot.: archiwum prywatne Natalia Grębowicz


Długo musiałaś przyzwyczajać się, a właściwie długo musiałaś odzwyczajać się od europejskich standardów? Japonia to jednak kraj o zdecydowanie innej kulturze

Na szczęście jestem osobą, która szybko potrafi się przystosować do różnych sytuacji. Kultura jest zdecydowanie inna. Wyrażanie własnego zdania na różne tematy nie jest zwykle mile widziane, rola kobiet w życiu codziennym zazwyczaj sprowadzana jest do gotowania, sprzątania i wychowywania dzieci, a o ściąganiu butów, kłanianiu się i nie korzystaniu z chusteczek higienicznych w miejscach publicznych nawet gdy mamy katar wspominałam już na moim blogu. Niesamowicie imponuje mi jednak to w jakim porządku wszystko jest utrzymane. Na ulicach nie znajdziemy ani jednego śmiecia, ludzie czekając na autobus ustawiają się w kolejce, a nie pchają kto pierwszy i silniejszy do wejścia. Wszyscy mają ogromny szacunek do osób starszych, nawet w piłkarskiej szatni młodsi zawodnicy zwracają się czasem na „Pan” do starszych kolegów, co w Europie jest nie do pomyślenia.

Czasem to japońskie, kurczowe trzymanie się ustalonych zasad, bez jakiegokolwiek marginesu na dostosowanie się do danej sytuacji bywa denerwujące i uciążliwe, jednak przeprowadzając się do czyjegoś kraju należy uszanować jego kulturę i dostosować się do panujących reguł. W końcu to my przyjechaliśmy do nich, a nie odwrotnie.

Interesowałaś się Japonią wcześniej?

Mówiąc całkiem szczerze niespecjalnie. Od najmłodszych lat podróżowałam z rodzicami po różnych krajach świata, jednak zwykle wybieraliśmy kierunki zachodnie. Azja jakoś nas nie ciągnęła- a szkoda 😉

INCITY.TV z Rudy Śląskiej do Japonii
fot.: archiwum prywatne Natalia Grębowicz


Jak na europejkę reagują na ulicy Japończycy?

Zwracają uwagę- to na pewno. Ale u nas też obejrzymy się za czarnoskórym czy Azjatom. Tak jak wspomniałam wcześniej miasto, w którym mieszkamy pomimo tego, że liczy ponad 160 tysięcy mieszkańców jak na tutejsze standardy jest bardzo malutkie. W Tokio, Kioto czy Osace ludzie są przyzwyczajeni do turystów i nie robi się na nich większego wrażenia. W Iwacie jesteśmy jeszcze czasem atrakcją, bo jednak większość obcokrajowców to Brazylijczycy.

Twój blog jest popularny w Japonii, spodziewałaś się takiego zainteresowania?

Zdecydowanie nie spodziewałam się takiego ogólnego zainteresowania i popularności, która jednak w dużo większym stopniu dotyka Krzyśka. Japończycy go po prostu uwielbiają. Myślę, że ze względu na to zainteresowali się też moim blogiem, bo ciekawi ich to w jaki sposób postrzegamy ich kraj i kulturę. Bardzo często o tym wspominają.

INCITY.TV z Rudy Śląskiej do Japonii
fot.: archiwum prywatne Natalia Grębowicz

Czujesz się ze swoim partnerem jak „Viktoria Beckham i David Beckham” – nawiązując do kultowego już hasła Małgorzaty Rozenek w nomen omen azjatyckim programie TVN-u?

Hahaha- bez przesady, zejdźmy na ziemię. Popularność jest spora, na pewno większa niż w Polsce, ale raczej staramy się trzymać z boku. Pomaga w tym brak znajomości języka, bo nie czytamy gazet i nie wiemy co piszą w Internecie. Oczywiście Krzysiek nikomu nie odmówi zdjęcia, autografu czy rozmowy, ja również chętnie rozmawiam z kibicami czekając aż przebrnie przez tłum sympatyków po meczu, ale daleko nam do robienia z siebie Beckhamów 😉 Wolimy posiedzieć wieczorami w mieszkaniu i pooglądać serial, raczej unikać zatłoczonych centrów handlowych i spotykać się w gronie znajomych, a nie „lansować” na mieście. Zresztą z całym szacunkiem i symptią, ale do Beckhamów to możemy porównać co najwyżej Lewandowskich 😉

Polskie spojrzenie na Japonię czyli blog Natalii znajdziecie pod adresem http://miss-gaijin.pl/

INCITY.TV z rudy śląskiej do japonii
fot.: archiwum prywatne Natalia Grębowicz
Loading Facebook Comments ...

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ