Jakbym nie wierzyła, że te pragnienia mogą się spełnić, to nie pływałabym...

Jakbym nie wierzyła, że te pragnienia mogą się spełnić, to nie pływałabym w Gangesie ..

„Jakbym nie wierzyła, że te pragnienia mogą się spełnić, to nie pływałabym w Gangesie, nie jadłabym kolacji w towarzystwie dzikich kangurów i nie częstowałabym filipińskich dzieci roztopionymi krówkami” - tak o swoim życiu i swoich pragnieniach mówi Michalina Sujewicz.

0
INCITY.TV michalina-sujewicz4
fot. prywatne archiwum Michaliny Sujewicz

 „Jakbym nie wierzyła, że te pragnienia mogą się spełnić, to nie pływałabym w Gangesie, nie jadłabym kolacji w towarzystwie dzikich kangurów i nie częstowałabym filipińskich dzieci roztopionymi krówkami” – tak o swoim życiu i swoich pragnieniach mówi Michalina Sujewicz.

Ma 28 lat. Przez 25 mieszkała w Rudzie Śląskiej.  Absolwentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dziś – zwiedziła więcej świata niż 60 procent pięćdziesięciolatków w naszym kraju. Choć jak sama mówi – podróże to nie jest próba znalezienia swojego miejsca na ziemi. – Nie sądzę, bym kiedykolwiek uznała, że dany kraj jest idealny, by akurat tam zostać. Po pierwsze jestem bardzo związana z rodziną i zawsze tam gdzie ich nie ma jest gorzej. Po drugie – każde miejsce ma do zaoferowania i coś pozytywnego, i coś negatywnego. Jak dotąd staramy się wyciągać zewsząd to co dla nas najlepsze i ruszać dalej.  A im człowiek więcej jeździ, tym na prawdę otwiera się na jeszcze więcej możliwości i ciężko usiedzieć w jednym punkcie.

PODRÓŻE UCZĄ

Pytana jak jej rodzina zareagowała na pierwszy wyjazd odpowiada z uśmiechem, że „już jej nie szantażują emocjonalnie”, choć za każdym razem martwią się tak samo – Widzą, że poznawanie innych zakątków świata dużo wnosi do mojego życia i ostatecznie przestali mnie szantażować emocjonalnie, bo widzą, że to i tak nie działa.

Do tej pory była min. na Filipinach, w Indiach, na dłużej została w Nowej Zelandii i dziś w Dani. Każda podróż uczy nie tylko otwartości  na inne kultury, innych ludzi. Nauka jaka płynie z podróżowania ma czyste przełożenie na codzienne życie. Przede wszystkim na życiowe planowanie i trzymanie się ściśle założonych „harmonogramów”  – Podczas pobytu na Filipinach mieliśmy kłopoty z podjęciem decyzji gdzie i jak się ruszyć. 2 tygodnie przed dotarciem tam jedną z południowych wysp dotknęło trzęsienie ziemi, przez centrum przedzierał się tajfun, a na północy już byliśmy. Transport i komunikacja były utrudnione, aż w końcu wylądowaliśmy w wiosce bez prądu i dostępu do bieżącej wody. I było tam świetnie! Czasem trzeba się zastanowić nad planem B lub nawet i C, bo nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. 

INCITY.TV michalina-sujewicz
fot. prywatne archiwum Michaliny Sujewicz

NOWA ZELANDIA NA DŁUŻEJ

Na dłużej osiadła w Nowej Zelandii. I właściwie nic dziwnego. Nowa Zelandia według wielu to idealne miejsce do zamieszkania.  Michalina wraz z Łukaszem (swoim chłopakiem, ale o tym później) osiadła w Christchurch, drugim co do wielkości mieście. – Nowa Zelandia uznawana jest za jeden z kilku krajów, w których dobrze się żyje. Spokojna pod względem politycznym, ekonomicznym, społecznym, a na dodatek z fascynującymi krajobrazami. Brzmi jak utopia (a na pewno nie jak Polska), więc wielu ludzi chciałoby tam mieszkać. Skutkuje to dość rygorystycznymi i czasochłonnymi warunkami wizowymi. Naszym celem początkowo było jedynie zarobienie grubych dolarów, zwiedzanie i powrót do Polski lub gdzieś:) Ale uznaliśmy, że rozsądnie jest mieć opcję ewentualnego powrotu tam, w razie gdyby w Polsce było jeszcze dalej do utopii niż teraz. Aplikowaliśmy zatem o rezydenturę, przez co musieliśmy spędzić konkretną ilość miesięcy na drugim końcu świata.

I spędzili. A żeby nie było nudno w życiu Michaliny pojawił się zespół folklorystyczny. – Ciężko było wtedy nazwać ten zespół „zespołem”, bo tak na prawdę grupa znajomych zobowiązała się wtedy jedynie do zatańczenia poloneza podczas zbliżającej się uroczystości. Skusiłam się na to przede wszystkim dlatego, że po prostu zawsze lubiłam tańczyć i miałoby to być miłe doświadczenie. Ale nasz występ został tak pozytywnie odebrany przez publiczność, a nam samym dawał tyle radochy, że zaczęliśmy się uczyć nowych tańców i coraz częściej występowaliśmy.

I ta ciężka praca zaowocowała występem na dużej scenie podczas festiwalu PolArt organizowanego w Melbourne. – Wiedzieliśmy, że to dla nas bardzo duże wyróżnienie, bo brali w nim udział sami profesjonaliści. I wtedy pojawiła się duma. Udział w tym festiwalu i możliwość tańczenia na ogromnej scenie były dla mnie niesamowitym przeżyciem. Nigdy bym nie pomyślała, że tak to polubię.

INCITY.TV michalina-sujewicz3
fot. prywatne archiwum Michaliny Sujewicz

 WE DWOJE RAŹNIEJ

Michalina nie zwiedza i nie poznaje świata sama. Towarzyszy jej Łukasz. Choć tak właściwie są w tym wielkim świecie na równych zasadach – Każdy związek jest inny, więc nie będę przekonywać par z problemami, że należy wyruszyć w świat i po kłopocie, bo mogłabym mieć kilka rozstań na sumieniu . Ale na szczęście nam to wychodzi. Życie na odległość jest dla nas cięższe niż na przykład chwilowa ostra wymiana zdań we wspólnej podróży. Czasem jesteśmy zdani tylko na siebie, więc jeśli wiemy, że możemy na siebie liczyć, to wszystko jest ok. Ale czy jak się nie podróżuje, to nie działa to tak samo?

KAWY ŚWIATA

Michalinę kojarzyć można z kawą. I ta kawa towarzyszy jej w każdej podróży. Dziś jest baristką w  kawiarni w Kopenhadze.  Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w tym roku przystąpi do egzaminu organizowanego przez Europejskie Stowarzyszenie Kawy Najwyższej Jakości SCAE – Ciągle poszerzam swoją wiedzę, bo na to, że chcę pracować z kawą wpadłam stosunkowo niedawno i daleko mi do ekspertów. Aczkolwiek tak, mam małego bzika i chciałabym, żeby kultura picia dobrej kawy, bez zbędnego hipsterstwa, była w Polsce, szerzej rozwinięta, a zawód baristy bardziej doceniany.

 

 

Loading Facebook Comments ...

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ