pstryKANIA – łączy miłość do fotografii z miłością do sportów ekstremalnych.

pstryKANIA – łączy miłość do fotografii z miłością do sportów ekstremalnych.

0
INCITY.TV #Wszystkie Kolory Miasta
fot: Ewa Kania www.pstrykania.blogspot.com

Ewa Kania, rocznik 1988.  Absolwentka liceum plastycznego oraz Akademii Sztuk Pięknych. Grafik komputerowy.  Jak sama mówi ma wyjątkowe szczęście – łączy bowiem swoją miłość do fotografii z miłością do sportów ekstremalnych.  

Kobieta + aparat – gdybym zapytała moich kolegów fotografów stwierdzą „ckliwe obrazki, piękne widoczki”. A tu zaskoczenie. Mocna fotografia sportowa, w dość twardym sporcie.

Skąd pomysł na taką dziedzinę właśnie?

Szkoda, że takie zazwyczaj jest skojarzenie. Sumiennie staram się je zmieniać! (śmiech). W sumie nawet sama nie pamiętam tego momentu decydującego i co było pierwsze. Pasja do rowerów (właśnie od tej ekstremalnej strony) zaszczepiona od starszego brata, a artystyczne zacięcie do fotografii przyszło raczej w liceum plastycznym, od którego się w tamtym czasie dostałam. Po wypadku na rowerze postanowiłam chwilę odpocząć od jazdy, ale nie chciałam rezygnować z rowerowego świata i chyba dlatego fotografia wtedy bardziej się uwydatniła. Potem tak już mi zostało. Teraz staram się wrócić do jazdy.

pstrykania śląsk sporty extremalne

Można robić dobre zdjęcia „nie czując” danej dyscypliny?

Uważam, że nie jest to wykonalne, chociaż oczywiście mogę się mylić. Tego przynajmniej trzeba się nauczyć, by złapać odpowiedni moment jazdy/lotu/wykonywanego trick’u i wiedzieć, który to moment. 

Downhill, MX to bardzo szybkie sporty – co jest najważniejsze w robieniu zdjęć na zawodach? Czy trasa jaką pokonują zawodnicy „rowerowi” jest najpierw przez Ciebie „sprawdzona”, przechodzona/przejechana?

Z tym bywa różnie. Na zagranicznych zawodach DH często pokonuję trasę z zawodnikami na tzw. trackwalku, czyli zapoznaniu się z trasą, które jest obowiązkowe dla każdego zawodnika. Wtedy staram się wynajdywać kadry, ale już wiem, że to tak nie działa. Trasa po treningach zawsze się zmienia, a kadry przychodzą często niespodziewanie podczas wędrówek w dół trasy podczas treningów. Podczas Pucharów i Mistrzostw Świata zawsze mam kilka dni by poznać trasę, tak jak zawodnicy. Co do MX już jest inaczej. Widzę cały tor w dniu zawodów lub podczas sesji i po prostu “kursuję” po nim w poszukiwaniu kadrów.

Co Twoim zdaniem jest najważniejsze w fotografii sportowej?

Dla mnie najważniejsze w fotografii sportowej jest uchwycenie odpowiedniego momentu i pokazanie klimatu towarzyszącemu danemu miejscu/osobie. Specjalizuję się w fotografii reportażowej, dlatego tak bardzo ważne jest dla mnie to, co dzieje się wokół danego wydarzenia. Zawsze podczas wszelkich zawodów „rowerowomotocross’owych” towarzyszy mi adrenalina, która napędza mnie do biegania „z wielkim bananem” na twarzy w poszukiwaniu zupełnie innych kadrów niż reszta fotografów gnieżdżących się w jednym miejscu (tak, wiem, te kadry są najlepsze i sprawdzone, ale ja wolę poszukiwać czegoś zupełnie innego, a to jest o wiele trudniejsze). 

śląsk sporty extremalne

Przewrotnie. Fotografia sportowa to miejsce dla kobiet? Gdy ja patrzę na fotoreporterów,których spotykam podczas jakichkolwiek wydarzeń sportowych to są to zazwyczaj mężczyźni. Bardzo rzadko kobiety.

Myślę, że jak najbardziej jest miejsce dla nas, chociaż ta dziedzina została zdominowana przez mężczyzn. Z roku na rok widzę więcej dziewczyn fotografujących profesjonalnie przy trasach Pucharu Świata i chociaż można nas policzyć na palcach jednej dłoni, to myślę, że i tak to jest fajne uczucie. W Polsce jest jeszcze przynajmniej jedna kobieta fotografka kochająca rowery. Nieśmiało powiem, że to chyba ja przyczyniłam się do rozwinięcia pasji fotograficznej związanej ze sportami (pozdrawiam Cię Monika! (śmiech)). Myślę, że na pewno jest NAS fotografujących więcej.

I nawiązując do pytania, jak długo„inni z aparatami” akceptowali Twoją obecność? Musiałaś zapłacić frycowe za wejście w pozornie męski świat?

W sumie nie zwracali na mnie uwagi, więc o żadnym frycowym nie było raczej mowy. Chociaż czasem zdarzało się, że byłam dla nich sporym wydarzeniem, gdy zauważali mnie przy trasie z aparatem. Teraz już chyba mnie kojarzą i znowu nie zwracają na mnie uwagi (śmiech). Wciąż jednak czuję się lekko nie doceniona, ale to chyba też zasługa mojej nieśmiałości, która nie pozwala mi iść szybciej do przodu. 

Na blogu pojawiają się „nieśmiałe” landszafty to taka odskocznia?

Landszafty powstają przy okazji każdego wyjazdu na zawody, to takie dopełnienie moich reportaży. Nie traktuję tego jako odskoczni. Odskocznią mogę nazwać portrety, które uwielbiam robić. Przeczekuję często moment pozowania modela/modelki i chwytam “naturę” (śmiech)

Efekty pracy Ewy oglądać możemy na www.pstrykania.blogspot.com

Loading Facebook Comments ...

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ