Z Czarnego Lasu do Doliny Krzemowej

Z Czarnego Lasu do Doliny Krzemowej

Żeby zjeść domowy, śląski obiad musi wyruszyć w 14 godzinną podróż. Pokonać blisko 9 500 kilometrów. I choć tęskni za domem, to miejsce, w którym jest dziś – wymarzyła jako mała dziewczynka. Aurelia Mukian, drogę do pracy w Apple pokonała długą. Jednak jak sama mówi – warto.

0
fot. archiwum prywatne Aurelia Mukian

Żeby zjeść domowy, śląski  obiad musi wyruszyć w 14 godzinną podróż. Pokonać blisko 9 500 kilometrów. I choć tęskni za domem, to miejsce, w którym jest dziś – wymarzyła jako mała dziewczynka. Aurelia Mukian, drogę do pracy w Apple pokonała długą. Jednak jak sama mówi – warto. 

To, że gdzieś wyjadę wiedziałam od najmłodszych lat. Pamiętam, chyba jeszcze w zerówce zapytałam mamę – co muszę zrobić, żeby zostać stewardessą. Marzyły mi się kraje z najdalszych zakątków świata. Mama mi odpowiedziała, że mogę być kim chcę – tak na pytanie czy gorąca Kalifornia to przypadek czy realizacja marzenia odpowiada Aurelia Mukian. Dziś pracuje w firmie Apple, nie w europejskiej filii. W samym centrum tego, o czym marzy wielu z nas.

Z Czarnego Lasu do Doliny Krzemowej
fot. archiwum prywatne Aurelia Mukian

 „Zostań au pair, wyjedź do USA”

Ulotka znaleziona w skrzynce jednego z wielu wieżowców, w jednym z wielu śląskim miast stała się dla Aurelii czymś w stylu „motywatora”. Złożona w kosteczkę, przeleżała w szufladzie 8 lat. Do pełnoletności. Później były studia z turystyki. I nadal marzenie, a właściwie plan – wyjazd do USA – Zdecydowałam, że przygotuję się do wyjazdu. Jednym z wymogów było prawo jazdy. To była jedna z najtrudniejszych rzeczy dla mnie. Pracowałam w tym czasie w Holandii i Niemczech na farmie borówek i oszczędzałam pieniądze na wyjazd i na prawo jazdy. Po pracy studiowałam słownik angielski – słowo po słowie. Ludzie trochę się podśmiewali i sugerowali, że jak mieszkam w Niemczech to powinnam uczyć się niemieckiego, zejść na ziemię i przestać już gadać o moich marzeniach związanych z USA.
Nie przestała. Co więcej. Ryzykując kupiła bilet w jedną stronę na wyspy. Znalazła się w Liverpoolu. Sprawdziła język, znalazła pracę, a właściwie kilka. Po roku przeniosła się do Manchesteru – nadal szlifowała język angielski, zrobiła prawo jazdy i … sięgnęła po kartkę z szuflady. Tą, którą znalazła 10 lat wcześniej – a tam hasło – „Zostań au pair, wyjedź do USA”. Kilka miesięcy później zaczęła realizować swój „american dream”.

Melting pot

Język angielski jak wiedzą wszyscy, nie wszędzie brzmi tak samo. –  Przyjechałam do rodziny u której miałam pracować. Było trudno. Prawie nic nie rozumiałam. Już w pierwszym tygodniu zapisałam się do collegu, na kilka zajęć – czytanie, gramatyka, wymowa itd., itp. – dodaje.
Początki w USA nauczyły ją nie tylko języka. Ale przede wszystkim otwartości. Jak sama podkreśla: „jak chcesz tu żyć, musisz być tolerancyjny”. –  Stany są nazywane “melting pot” (stopiony garnek). To mieszanka ludzi ze wszystkich stron świata, wszystkie kultury w Stanach się ze sobą mieszają, stapiają. Trzeba być sobą i pamiętać kim się jest. Bardzo łatwo można się „pogubić” – twoim sąsiadem jest Japończyk, z drugiej strony mieszka Meksykanin. Słyszy się wszystkie języki, mieszają się wszystkie kultury. – dodaje.

Najbardziej pożądane jabłko świata

Jednak zanim trafiła do ekipy pracującej nad iTunes, „wylała dużo łez i potu, zniszczyła kilka książek”. Z turystyki, od której wystartowała, rozpoczęła studia zgoła inne. – Brałam bardzo dużo zajęć w collegu żeby polepszyć swój angielski i tak się okazało, że kwalifikuje się na uniwersytet. Przez przypadek. Musiałam wybrać jednak kierunek. Mieszkam blisko Doliny Krzemowej przez co mam wielu znajomych „komputerowców”. Zachęcili mnie do wybrania właśnie takiego kierunku.  Kierowałam się też tym, by mój przyszły zawód pozwolił mi pracować  z komputerem na kolanach w każdym zakątku świata. Studia na San Francisco State University ukończyła w 2015 roku.
Praca „w najbardziej pożądanym nadgryzionym jabłuszku świata” przyszła niespodziewanie. Telefon od koleżanki, podesłane ogłoszenie.  – Napisałam CV, wysłałam i parę dni później zaproszono mnie na rozmowę.  Pojechałam do Cupertino, miejsce oddalone ode mnie jakieś 1,5 godziny. Rozmawiali ze mną cały dzień. Było sporo pytań psychologicznych. Parę dni później zadzwonili z informacją, że moja osobowość najlepiej pasuje do ich drużyny i zaproponowali mi pracę. Nie cały miesiąc później Aurelia miała już własne biuro w Cupertino (główna siedziba firmy Apple)

Z Czarnego Lasu do Doliny Krzemowej
fot. archiwum prywatne Aurelia Mukian

Multikulturowe Apple

Podczas swojej amerykańskiej przygody nie spotkała się z niechęcią, nie musiała walczyć ze „stereotypem Polaka”. Być może przez to, że polityka samej firmy Apple to różnorodność.  „Drużyna”, w której pracuje Aurelia to najlepszy przykład. Jest Chinka, Węgierka, Hawajka oraz Afroamerykanin. – Nie ma mowy o tym, żeby być nietolerancyjnym. Każdego dnia wymieniamy się historyjkami z naszych kultur, mówimy o naszym pochodzeniu, przynosimy potrawy, czy nawet trunki i się nimi nawzajem częstujemy. Ostatnio koleżanka przyniosła mi całą torbę ziaren kakaowca z Kostaryki.

Śląskie kluski i placki ziemniaczane

Swoje marzenia budowała na jednym z osiedli w Rudzie Śląskiej. Miasto jak każde inne. Z mocnymi tradycjami górniczymi i co za tym idzie z mocną śląską tradycją. Choć tęskni, to ma w głowie zdanie powtarzane w jej rodzinnym domu „możesz być tym, kim tylko zechcesz” – Tęsknię za Śląskiem, bo tam spędziłam całe swoje dzieciństwo. Wypełnione marzeniami, rodziną, zabawą, znajomymi. Uwielbiałam spędzać czas w domu – smażyć placki ziemniaczane z tatą, czy robiąc z moją mamą kluski śląskie i rolady. Sumienność i pracowitość był nieodłączną częścią naszej rodziny.

Odrzuć wątpliwości 

Co może powiedzieć tym, którzy boją się na głos powiedzieć o czym marzą? – My ludzie możemy o wiele więcej niż nam się wydaje. Jesteśmy bardzo silni, tylko z różnych powodów blokujemy/ ograniczamy samych siebie. Jeśli człowiek zda sobie sprawę z tych powodów, odsunie je i określi się w jakimś kierunku – to świat działa tak, że podeśle nam wszystko czego nam potrzeba w danym momencie by spełniać swoje pragnienia. Nic nie dzieje się od razu, każdy dzień się liczy i każdego dnia możemy zrobić malutką rzecz, która zbliży nas do osiągnięcia tej dużej. 

Z Czarnego Lasu do Doliny Krzemowej
fot. archiwum prywatne Aurelia Mukian

 

 

 

Loading Facebook Comments ...

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ